Urlop miałam, 9 dni uciekałam przed komputerem. Piesa miała zabieg pod narkozą i po prostu spędzałyśmy dnie na czilowaniu bomby, absolutnie olewając świat, wszechświat i wyrzuty sumienia (nie to, że jakieś mam, ale rodzina i znajomi czasem służą jako takowe). Dobrze jest tak zresetować się i zregenerować siły, przez co po prostu człowiek oczyszcza organizm ze zmęczenia pracą 40h+ tygodniowo i przestaje myśleć. Zleciało te 9 dni jak jeden, nawet nie pospałam należycie, ale cóż, coś tam ogarnęłam nawet, co należy uznać za sukces. Resztę wypieram, przyjdzie czas i miejsce na wszystko. Mam bardzo piękne i silne mechanizmy wyparcia/tumiwisizmu, co zapobiega choleryzmowi. Dlatego nie było notek z zaplanowanych postów, bo nie zebrałam się na dokończenie wpisów o najnowszej książce Magdaleny Kubasiewicz i zeszłorocznej premierze pióra Anety Jadowskiej. Dziś biorę się w garść, siadam i krótko, acz treściwie powiem, co myślę. Obie książki pochłonęłam bardzo szybko, jedną w papierze, drugą w audi...