Kiedyś To Było: Igrzyska Nieznajomego (forum OiL)

Jesienią 2016 roku na Forum Ogień i Lód nasza kochana moderacja zorganizowała nam Igrzyska Nieznajomego - wspólnie napisaliśmy krótkie opowiadania, a zarejestrowani członkowie forum mogli po zalogowaniu głosować na dalsze losy ulubionych postaci. I tak, dzięki wsparciu moderacji, wspólnie napisaliśmy w 2017 roku zakończenie Pieśni Lodu i Ognia, przez ten czas wspaniale bawiąc się w forumowych nitkach. 

Turniej Igrzyska Nieznajomego można znaleźć i przeczytać w całości po zalogowaniu na OiL: https://ogienilod.pl/viewforum.php?f=91&sid=18ab4dfdf8c117d2af7fc091645c2ae0

Sprzątając ostatnio na dysku oraz na czytniku, znalazłam swoje memy z Turnieju, które wklejam poniżej (kliknięcie powiększa obrazek, po otwarciu w nowej karcie można również powiększyć lub pobrać):





Igrzyska Nieznajomego - Runda 1 Scena 2 - Stopnie
Drugie spotkanie ma miejsce na Stopniach, wśród złowrogich piratów śmierdzących napitkami z Wysp Letnich. Asha Greyjoy , Edd Cierpiętnik , Edmure Tully oraz Jon Snow będą musieli zmierzyć się z zadaniem wymyślonym przez kolejną narratorkę, Myę Stone.

Pamiętajcie, bitwę może przeżyć tylko dwójka, którą wybierzecie. Sugerujcie się przeczuciem, która z postaci, mając do dyspozycji swoje umiejętności jak i temperament, dałaby radę wyzwaniu.
Macie do rozdzielenia trzy punkty - przy czym możecie dwa przyznać jednemu bohaterowi. Punkty te obrazują, która postać ma Waszym zdaniem najlepsze predyspozycje aby sobie w zaistniałej sytuacji poradzić. Ci którzy zdobędą najwięcej punktów - przeżyją, pozostali umrą – there is no middle ground.

Poza głosowaniem, oczywiście zapraszamy do komentowania. Mile widziane będą własne wizje rozwoju sytuacji - warunkiem jest by nie zawierały śmierci bohaterów, ta zależy od głosowania. :)

Valar morgulis!

***
Stopnie

Dopłynęli do Stopni. Trzy najbliższe statki połączone były drewnianymi trapami. Piraci kręcili się na dolnych i górnych pokładach, przekrzykując się i przeprowadzając jeńców z jednostki na jednostkę. Po przeniesieniu zagonili Edda do szorowania pokładu z rudowłosym mężczyzną. Gdy korsarze zostawili ich z wiadrami i szczotkami, Edmure wybuchnął:
- Jesteś z Nocnej Straży! Jak się tu znalazłeś?
- Piraci uprowadzili statek, którym płynąłem. Gdy wraz z innymi jednostkami omijaliśmy Paluchy, zaatakował nas kraken. Niestety, jeden statek zdołał uciec i to ten, na którym się znajdowałem. Bogowie pozwolili mi przeżyć tylko po to, bym szorował pokłady piratów. - Edd westchnął ciężko.
Tully łypał podejrzliwie na towarzysza niedoli: - Kraken?
- Kraken. To lepsza śmierć niż gdybym został nowym Lordem Dowódcą i dostał sztyletem w żebra. Później wskrzesiłyby mnie lodowe upiory. Co może być gorszego od martwych koni i lodowych pająków czy rozgarniania ogromnych ilości kruszonego lodu po upadku Muru?
Były lord Riverrun stracił wszelką nadzieję. Zmusili go, by czyścił deski na kolanach i znosił obelgi w obcych dialektach. Teraz będzie dodatkowo wysłuchiwał bredni w swym ojczystym języku.
- Bogowie nie chcieli, bym uwolnił się od śmierdzących rybami i ognistym rumem szumowin. - ciągnął swą opowieść Edd. - Dopadł nas sztorm, który zagnał statek aż do Zatoki Rozbitków. Gdy myślałem, że los się do mnie uśmiechnął i zginiemy, piraci zdołali uciec z oka cyklonu. Teraz sprzedadzą nas na Stopniach. Równie dobrze mogą mnie zjeść. Ale pewnie nie będzie mi dane zaznać spokoju. – Edd podniósł głowę i dodał: - Kobieta na pokładzie. Teraz krypa powinna pójść na dno. Ale najpewniej się tak nie stanie. Powiadam ci, zostanę głównym skrobaczem.
Asha Greyjoy rozglądała się po pokładzie galeasa, na którym piraci przyznali jej wolność do momentu spotkania z ich królem. Dolny pokład szorował czarny brat i rudowłosy mężczyzna z wyszytą na wamsie rybą. Ruszyła w ich kierunku.
- Jakie wieści z północy? Stannis wygrał?
Tully z ulgą odrzucił szczotkę i podniósł głowę. Kobieta była uzbrojona w sztylet i toporek. Na kamizelce pod płaszczem miała krakena Greyjoy’ów.
- Kałamarnica. – Edmure omal nie splunął – Jesteś od Greyjoy’a, który spalił Winterfell i zabił moich siostrzeńców.
- Siostrzeńców… jesteś bratem Catelyn Stark? Lord z południa sprząta na kolanach pokład? - Asha roześmiała się na widok jego czerwonej twarzy - Zadałam ci pytanie, czarny bracie.
Edd chciał odpowiedzieć, bogowie mu świadkiem. Gdy otwierał usta, gdy z sąsiedniego pokładu przeprowadzili… ogromnego białego wilkora. Za nim podążał potargany mężczyzna w dość fantazyjnie skompletowanym stroju. Piraci pokazali mu coś, wymachując rękami w kierunku kajuty kapitana. Wilk i człowiek szli omijając łukiem pijanych marynarzy. Edd upuścił szczotkę i ruszył wzdłuż burty. Asha i Edmure podążali za nim. Tully przeklinał bogów, Lannisterów, Frey’ów i piratów.
- Uważaj. Trzech na dziesięciu zna powszechny – Asha wskazała ręką na przyglądających im się korsarzy. Tollet zerwał się do biegu i krzyknął: - Duch!
Jon Snow czekał na spotkanie z królem piratów, gdy kazali mu przejść na większy statek. Zmierzał właśnie na górny pokład, gdy usłyszał krzyk. Odwrócił się i ujrzał bladego Edda Cierpiętnika w towarzystwie kobiety i mężczyzny.
- Aaa... ale powiedzieli mi, że nie żyjesz. - wyjąkał Edd.
- Ja też się cieszę, że cię widzę Edd. Jak się tu znalazłeś? Kim są twoi towarzysze?
- Piraci. Przeklęci, śmierdzący piraci porwali mnie z westeroskiej ziemi. Kim, do wszystkich... Ten twój wilk... Catelyn opowiadała mi o tobie. Bękart Snow. Dwóch dezerterów z Muru. Gdybym miał miecz ściąłbym was. – Tully próbował wyminąć Ashę, ale ta zagrodziła mu drogę i wysunęła się przed Edda. Duch ustawił się pomiędzy Jonem a nią, szczerząc bezgłośnie kły.
- Na wodorosty Utopionego Boga, co dwóch braci z Nocnej Straży robi na Stopniach?! - z bocianego gniazda rozległ się okrzyk, który Asha przetłumaczyła jako: - Łajbyyyy na hołyzoncieeeeeeeee!
Z górnego pokładu kapitan wygrażał chłopcu okrętowemu, który niósł myrijski dalekowidz. Jon, Asha, Edd i Edmure odwrócili się, by przyjrzeć jednostkom wyłaniającym się spomiędzy kamienistych, jałowych wysp. Horyzont robił się czarny.
- Co to za statki? – Tully zwrócił się do Ashy.
- Być może to Żelazna Flota. Słyszałam też plotki o flocie ze wschodu transportującej najemników. Ich kogi pomieszczą słonie, jak i małego smoka. Jeśli któryś z moich wujaszków przejął te statki – tu Asha popatrzyła na trzech mężczyzn i piratów w popłochu chowających trapy i refujących żagle – możemy nie dożyć spotkania z królem piratów. Mogą to być Tyroshijczycy. Albo Lyseńczycy. Raczej nie są pokojowo nastawieni. – wskazała na chaos panujący wokół nich.
Jon Snow pomyślał, że wszystko jest jakimś okrutnym żartem. Dotarł do Stopni, miał zostać piratem i odnaleźć swoje powołanie w napadaniu na bogate statki, posiadać kobietę w każdym porcie i cieszyć się wolnością. Bogowie zesłali mu Edda Tolleta (nawet się ucieszył) oraz siostrę Theona Greyjoy’a i brata Catelyn Stark (tu przeklął los) i ogromną, najwyraźniej wrogą flotę, która płynęła, by zniszczyć piratów. A mógł posłuchać Tormunda Dzieciaka Olbrzyma, który odprowadzał go na statek i spróbować zdobyć Winterfell w zespole z Wun Wunem.


Igrzyska Nieznajomego - Runda 2 Scena 3 - Stopnie
Morskie klimaty nam niestraszne, nieważne w jakim klimacie! Bohaterowie ze Skagos wyruszają w rejs, tylko po to, by napotkać kolejną przeszkodę. Tymczasem morska bitwa na stopniach kończy się śmiercią Ashy oraz Edmure'a. Jon i Edd - dwójka dezerterów z Nocnej Straży - muszą teraz sami stawić czoło piratom. Oby równie dzielnie co Dzikim zza Muru. Niestety, przeżyje tylko jeden.

Macie więc jeden głos który możecie przyznać osobie, która Waszym zdaniem ma większe szanse.

Valar morgulis!

Salladhor Saan przejmował statki, liczył towary i niewolników. Przymierze, do którego przystąpił, mogło przynieść mu ogromne korzyści. Królewskim słowem wypisanym na papierze nie wykarmi żon. Dlatego zwlekał z żeglugą do Lys i przemieszczał się pomiędzy Stopniami polując na kupieckie i słabo uzbrojone jednostki. Jego sojusznicy pływali po drugiej stronie archipelagu. Gdy na horyzoncie pojawiły się żagle Tyroshijczyków, przeklął los, bogów i Stannisa Baratheona, żałując, że nie znajduje się na swoim Valyrianinie. 2 tuziny albo niewiele więcej – pomyślał – są mniejsze i bardziej zwrotne od naszych, tak jest. Oprócz trzech wielkich mam 11 jednostek. Nie mamy szans. Chyba, że… Wcisnął chłopcu okrętowemu myrisjką soczewkę i przywołał eunucha stojącego za jego plecami.
- Meizo, daj flagami sygnał do manewru: te wielkie krowy z tyłu, za nami Tysiącbarwny ptak, Valyrianin i Taniec Shayali, które mają wymanewrować Tyroshijczyków. Reszta ma uciekać i rozproszyć się. Wypuścić na pokład jeńców i uzbroić ich. Zanim ci cholerni farbiarze opanują tak dużą jednostkę, odciągniemy ich uwagę i przedrzemy się na najszybszy statek.
*
Galeas i dwie ogromne kogi otoczone były przez tyroshijską flotę, ale jej większa część ruszyła w pogoń za trzema pasiastymi okrętami i niknącymi w oddali pirackimi jednostkami. Wokół niej ginęli ludzie, a Asha Greyjoy czuła się o wiele lepiej niż podczas walki w wilczym lesie. Pokład kołysał się pod jej stopami, wiatr niósł morką bryzę, ona tańczyła z toporkiem i ulubionym długim sztyletem. Wielki biały wilkor rozszarpywał atakujących o wielobarwnych brodach, a jego pan walczył zwrócony plecami do czarnego brata. Przystojny jest – przemknęło jej przez myśl – ale byłby jeszcze bardziej, gdyby związał włosy. Bębnienie i krzyki wypełniły jej świat. Jon Snow ciął atakujących z prawej, co dało jej chwilę na rozejrzenie się dookoła. Rudobrody lord z południowych krain i zbrojni z lannisterskim lwem przedzierali się ku kasztelowi dziobowemu. Bez sensu - pomyślała i wówczas zobaczyła, jak Tully pada pod ciosem miecza. Asha wbiła sztylet w brzuch kolejnego napastnika i spojrzała w prawo.
- Patrzcie na piratów! – krzyknęła do braci z Nocnej Straży. Jeńcy walczyli na dolnym i górnym pokładzie, a kapitan i jego ludzie wyrąbywali sobie drogę starając się przedostać na tyroshijski statek. – Biegiem! Za nimi!
Topory uderzały, a oni zbryzgani krwią ruszyli ku sterburcie pełnej lin abordażowych i łańcuchów sczepiających ze sobą statki. Korsarze starali się rozłączyć jednostki. Rozpędzony wilkor i czarny brat skoczyli i wylądowali na pokładzie, Jon Snow chwycił jedną z lin i rzucił się za nimi. Asha poczuła, jak coś chwyta ją za resztki płaszcza i ciągnie do tyłu. Uderzyła na odlew i poczuła wstrząs, gdy toporek utknął w ciele. Dwóch rosłych mężczyzn przekroczyło ciało towarzysza i rzuciło się na nią. Cięła bliższego sztyletem w gardło i odepchnęła od siebie kopniakiem. Drugi Tyroshijczyk wybił jej broń z ręki i chwycił za gardło. Szarpała się, drapała i kopała, a on uniósł ją i wystawił za burtę. Rozwarł palce i runęła w morską toń. Boże moich ojców, mam nadzieję, że istniejesz i słyszysz mnie teraz w swych podmorskich komnatach. Wyślij po mnie swój zastęp.


***
Piraci zawsze wracali na Stopnie, nieważne, ile razy byli rozbijani. Tak było i tym razem.
Szli pomiędzy prowizorycznymi budynkami na jednej ze skalistych, jałowych wysp. Drogę oświetlały pochodnie, dym unosił się ku rozgwieżdżonemu niebu. Snow szukał wzrokiem znajomych konstelacji i słuchał utyskiwań Tolletta.
- Sprzedadzą nas w niewolę. Znając moje szczęście, wyląduję u jakiejś pudrowanej matrony, która każe mi sprzątać swój pałac i obcinać paznokcie u nóg. Powiadam ci, nie ma nic gorszego niż służba z kobietą lub u kobiety.
Jon uśmiechnął się. Tęsknił za Eddem. Wprowadzono ich do największego budynku pełniącego rolę karczmy. Pomimo strat i śmierci towarzyszy, piraci radowali się zdobycznymi trunkami i kobietami. Lyseńczycy, Letniacy, smagli i wielobarwni, przepijali do siebie i wykrzykiwali w mieszaninie języka handlowego i starovalyriańskiego. Zza ciężkiej kotary wysunął się srebrnowłosy mężczyzna o szarozielonych oczach i skinął na nich. Ruszyli za nim.
Wnętrze wypełniał dym kadziła, zapach ciężkich perfum i potu. Na zdobionym krześle pełniącym rolę tronu siedział ciemnoskóry mężczyzna. Na palcach, w nosie i na ubraniach miał ogromne kamienie szlachetne. Na jego kolanie siedziała piękność odziana w półprzezroczysty jedwab, a za plecami stało dwóch rosłych strażników. Na widok wchodzących zmrużył oczy. Srebrnowłosy brodacz tłumaczył jego słowa.
- Jeńcy? Tak niewielu z nich przeżyło bitwę z tymi farbowanymi sk********mi. Jak udało się wam uciec? – król piratów wychylił trunek ze złotego kielicha i kazał kobiecie nalać z dużej butli z ciemnozielonego szkła.
- Kapitan galeasa przedarł się z załogą na tyroshijski statek. Wylądowaliśmy na jego pokładzie. Salladhor Saan krążył po Morzu Letnim i szukał swoich okrętów. Nie chciał przyjąć nas do załogi i wysadził na jednej z wysp, skąd zgarnęli nas twoi ludzie. – zaczął mówić Jon. Gdy srebrnowłosy skończył tłumaczyć, dodał. – Co z moim wilkiem?
Ciemnoskóry najpierw zmarszczył się w upiornym grymasie, później warknął coś gardłowo i się roześmiał.
- Król mówi, że rozszarpał trzech jego ludzi, zanim ogłuszyli go i związali. Planuje zabrać go ze sobą na Wyspy Bazyliszkowe albo obedrzeć ze skóry. Może też sprzedać go do menażerii morskiego lorda Braavos. – srebrnowłosy uśmiechnął się na widok oburzenia na twarzy Jona.
- Nie! – Jon wyszarpnął się z uścisku, w który pochwycił go Edd. – Ja… Co mam zrobić, by Duchowi nic się na stało?
Król piratów odrzucił kielich i wygłosił krótką tyradę.
- Zabawne imię. Martwi cię los przerośniętego psa? Nie boisz się o swoje życie? A twój czarny przyjaciel? – tłumacz uważnie obserwował ich reakcję. – Nie potrzebne mi bezużyteczne gęby. Jestem bogobojnym piratem. Gdy bogowie zsyłają mi ludzi, zawsze składam kilku w ofierze. Sami zdecydujecie, który z was ma zginąć. Ten, który przeżyje, może poprosić mnie o jedną rzecz: uwolnienie, śmierć, przyłączenie się do mnie albo wypuszczenie białej bestii. Musicie wybrać. – tłumacz ukłonił się przed królem i ustawił przed nim mały stolik. Kobieta przyniosła małą butelkę z jasnego szkła i zaśniedziały pucharek.
- Macie do wyboru: wypić kielich albo rozwiązać zagadkę. Jeśli w płynie będzie trucizna, zginiecie, jeśli nie - przeżyjecie. Gdy odgadniecie zagadkę – zostajecie przy życiu, jeśli nie – srebrnowłosy wskazał na strażników króla, którzy wyciągnęli zakrzywione sztylety – bogowie otrzymają swą ofiarę.
Kielich czy zagadka?


Komentarze